Wybrał bezdomność i życie w porzuconych autach

Mieszkał jeszcze do niedawna obok nas. Kilka dni temu kolejny raz w swoim życiu zmienił miejsce zamieszkania, o ile można nazwać to zamieszkaniem. Poznajcie historię Pana Mirosława.

Na granicy katowickich dzielnic, gdzie kończy się Śródmieście a zaczyna Załęże, znajduje się parking. Stał tam stary samochód, zauważalny zwłaszcza w weekendy, gdy parking zwyczajowo pustoszeje. Ten wrak był jeszcze kilka dni temu domem pewnego człowieka.

Pan Mirosław

Późne lato, ciepły wieczór. Starszy, niski, kruchy mężczyzna chętnie wdaje się w rozmowę. Już po pierwszej wymianie zdań zauważa się dysonans między tym co się widzi, a tym co się słyszy. Bezdomny człowiek zaskakuje pięknie formułowanymi zdaniami, wypowiadanymi czystą polszczyzną.

Przedstawia się jako Mirosław Cegielski, lat 87. Mówi, że to nazwisko z nadania, bo był podrzutkiem, wychowywanym w dziecka przez siostry zakonne. Nie ma nic przeciwko temu, żeby o nim opowiedzieć, opublikować jego historię i zdjęcia. Absolutnie nie obawia się, że to może mu zaszkodzić.

Informuje, że ukończył kilka studiów. Wiele lat uczył m.in. w Pałacu Młodzieży. Po chwili opowiada, że był najpierw księdzem, ale porzucił sutannę. Wspomina też o szkole jazdy, w której był instruktorem. Trudno uwierzyć w te opowieści, ma się wrażenie, że starszy pan fantazjuje trawiony starcza demencją.

Jest miły, ciepły, życzliwy. Samodzielny i odważny. Nie chce pomocy. Nie potrzebuje jej. Twierdzi, że ma wszystko, co mu potrzeba. Nie chce datków, jedzenia, ubrań. Nie chce też do domu dla bezdomnych, mówi: „tam brud, smród i palą papierosy, a ja nie palę i nie biorę alkoholu do ust”. Pokazuje swoje buty – dał mu ponoć młody, obcy mężczyzna.

Na pytanie o jedzenie, zapewnia, że niewiele je i tyle mu potrzeba. Opowiada, że rozpoznał go tu dawny jego uczeń i zapewnił mu na jakiś czas ciepłą strawę, opłacając w pobliskim barze zupę na wiele dni. I tak sobie ją chadza jeść. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo.

Chwali się świetnym zdrowiem, podkreśla, że nie bierze żadnych leków, bo mu niepotrzebne. Śmieje się, że dożyje w tym aucie setki. Pytany o nadchodzącą zimę, opowiada z satysfakcją, że kilka już w tym aucie przetrwał i następnej się nie boi.

bezdomny mieszka w aucie Katowice Załęże

Bardziej obawia się ludzi. Okradają go. Wywieźli drugie auto, które stało też na tym parkingu. Opowiada o jakiejś „pani administracji”, która go nachodzi i każe się wynieść, opowiada też o policjantach, którzy uprzykrzają mu życie.

Panie Mirosławie, a co będzie, gdy wywiozą stąd to auto? Uroczy staruszek odpowiada z zacięciem w głosie: – Wtedy pójdę sobie gdzieś indziej i też zamieszkam w aucie.

To musiało się wydarzyć

Pod naciskami różnych instytucji, administracja zarządzająca placem parkingowym, w końcu zrobiła to, co było nieuniknione. Cały dobytek pana Mirosława został wywieziony, a jego właściciel… no właśnie, gdzie się podział? Być może został przewieziony do jakiejś placówki opiekującej się bezdomnymi? Rozumiejąc filozofię życia starszego pana, można jednak przypuszczać, że długo nie zagrzeje tam miejsca. Wyruszy w dalszą drogę, w poszukiwaniu kolejnego porzuconego auta, w którym uwije sobie nowe gniazdko.

Wybrał bezdomność i życie w porzuconych autach

  • 20 października 2018 at 14:28
    Permalink

    Był chłop i nie ma chłopa, jest porządek, na parkingu ale czy w sumieniu? Co z oczu to z serca?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *